SPOJRZENIE BOGA /4/ – STOPIEŃ PO STOPNIU

Święte Schody w Rzymie… Dwadzieścia osiem stopni. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to niewiele. Człowiek myśli: przecież to tylko chwila. A jednak, gdy klęknęłam na pierwszym stopniu, zrozumiałam, że nie będzie to zwykłe wejście. Pierwsze schodki pokonywało się dość łatwo. Modlitwa płynęła spokojnie, kolana jeszcze nie odczuwały wysiłku.
Ale z każdym kolejnym stopniem zaczynało się czuć ból. Najpierw kolana. Potem mięśnie. Później niemal każdą kość.
Każdy następny stopień wymagał coraz większego wysiłku.

I właśnie wtedy przyszła do mnie pewna myśl. Przecież tak wygląda nasze życie. Do Boga bardzo rzadko dochodzi się jednym wielkim krokiem. Najczęściej dochodzi się do Niego powoli. Stopień po stopniu. Każdy dzień jest kolejnym schodkiem. Każda spowiedź. Każda Eucharystia. Każda Adoracja. Każde przebaczenie. Każda walka z własnym grzechem. Każde powstanie po upadku…

Czasem wydaje nam się, że stoimy w miejscu, bo przed nami wciąż tyle drogi. Tymczasem Bóg nie oczekuje od nas,
że od razu wejdziemy na sam szczyt. On prosi tylko o kolejny krok. O kolejny stopień.

Im wyżej byłam, tym bardziej odczuwałam ból. Pojawiła się pokusa, by myśleć już tylko o tym, kiedy to się skończy.
A przecież właśnie wtedy najważniejsza staje się modlitwa. Bo cierpienie, nawet tak niewielkie, potrafi odwrócić uwagę od tego, co najważniejsze. Pomyślałam wtedy o Jezusie. O Jego drodze na Golgotę. O ciężarze krzyża. O bólu, którego nie da się porównać z bólem moich kolan.

Moje dwadzieścia osiem stopni trwało kilka minut. Jego droga prowadziła na krzyż. Kiedy dotarłam na górę, nie czułam satysfakcji z pokonanego wysiłku. Czułam wdzięczność. Bo te schody przypomniały mi, że wiara nie polega na jednorazowym wielkim czynie. Polega na codziennym wspinaniu się ku Bogu. Czasem z radością. Czasem ze zmęczeniem. Czasem z bólem.

Ale zawsze krok po kroku. Stopień po stopniu.

I chyba właśnie tego nauczyły mnie Święte Schody. Że najważniejsze nie jest to, jak szybko idę. Najważniejsze jest to, żebym nie przestała iść.




Emilia

do góry